Wspomaganie pacjenta
Cywilizowana integracja, nie blankietowy zakaz
Terapie wspomagające towarzyszą leczeniu onkologicznemu na całym świecie. Nie chodzi o zastępowanie leczenia o udokumentowanej skuteczności, lecz o wspomaganie pacjenta — za jego świadomą zgodą, obok terapii standardowej. Domagamy się ich cywilizowanego uregulowania, a nie eliminowania całej kategorii świadczeń na podstawie nieprecyzyjnych kryteriów.
Dlaczego to ważne — w skrócie
Projekt UD207 czyni z „zgodności z aktualną wiedzą medyczną" granicę między legalnym świadczeniem a „praktyką pseudomedyczną". Terapię uznaną za niezgodną z tą wiedzą można potraktować jako naruszenie praw pacjenta i objąć sankcjami. Problem w tym, że pojęcie „aktualnej wiedzy medycznej" nie ma definicji legalnej. Zwykle odsyła ono do wiedzy weryfikowalnej badaniami oraz do doświadczenia klinicznego lekarza — i z tym się nie spieramy. Wątpliwości budzi co innego: w uzasadnieniu projektu standard ten utożsamia się dodatkowo z akceptacją w wytycznych towarzystw naukowych. Wytyczne nie są jednak normą prawną — powstają z opóźnieniem, różnią się między sobą, a wydające je towarzystwa same bywają finansowane przez przemysł farmaceutyczny. Rodzi to pytanie, czy odzwierciedlają wyłącznie najnowszą wiedzę medyczną, czy także oczekiwania sponsorów. Podniesienie wytycznych do roli granicy legalności oznaczałoby, że o tym, co wolno, decyduje de facto dokument branżowy, a terapia z dowodami, lecz jeszcze poza wytyczną, mogłaby zostać uznana za bezprawną.
Istnieją, są nadzorowane i opiniowane
Świadczenia wspomagające są stosowane w wielu krajach Europy (Niemcy, Austria, Szwajcaria, Francja, Belgia, Holandia, Wielka Brytania) w ramach kwalifikacji i rejestrów, a towarzystwa naukowe (m.in. ASCO/SIO, ESMO, MASCC, DEGRO) wydają wytyczne onkologii wspomagającej i coraz częściej uwzględniają takie metody w swoich rekomendacjach. To także element aktualnej wiedzy medycznej — nie margines poza nią.
„Aktualna wiedza medyczna" to gradacja
Dowody naukowe mają poziomy — od opinii i serii przypadków po randomizowane badania i metaanalizy. „Brak dużego badania" nie jest dowodem nieskuteczności — ale nie jest też dowodem skuteczności. Prawo nie może działać zero-jedynkowo „medycyna kontra pseudomedycyna"; musi stosować gradację dowodów, ryzyka, celu świadczenia i informacji dla pacjenta. Co istotne, sama medycyna oparta na dowodach (EBM) to z definicji nie tylko badania — łączy najlepsze dowody naukowe, doświadczenie kliniczne lekarza oraz wartości i decyzję pacjenta (Sackett, BMJ 1996). Ze świadczeń wspomagających korzysta przy tym znaczna część pacjentów onkologicznych — także w Polsce. Polskie badania przekrojowe podają odsetki od ok. 24% (badanie wieloetapowe, n=310; Biuletyn PTO 2021) do ponad 80% w pojedynczych ośrodkach (n=208; Ann Agric Environ Med). Rozbieżność wynika z metodologii i doboru pacjentów — najwyższe wartości z jednego ośrodka nie są reprezentatywne dla całej populacji — ale samo korzystanie z terapii wspomagających jest zjawiskiem powszechnym.
Podwójny standard dowodów
Ta sama miara, stosowana uczciwie, obejmuje też leczenie konwencjonalne: spośród onkologicznych dopuszczeń Europejskiej Agencji Leków z lat 2009–2013 około 57% wskazań weszło na rynek na podstawie punktów surogatowych, bez dowodu wydłużenia życia (Davis i wsp., BMJ 2017). Wśród leków z przyspieszonej ścieżki FDA tylko 43% wykazało korzyść kliniczną po ponad pięciu latach (JAMA 2024).
Luka finansowania, nie luka skuteczności
Dużych badań nad substancjami niepatentowalnymi często brakuje nie dlatego, że nie działają, lecz dlatego, że nie ma komercyjnego sponsora gotowego sfinansować kosztowne badania III fazy. Brak dowodów bywa luką w finansowaniu nauki, a nie dowodem szkodliwości — i państwo powinno takie badania wspierać, a nie karać za samo ich prowadzenie czy informowanie o nich.
Czego się domagamy
Cywilizowanego wprowadzenia świadczeń wspomagających do polskiego systemu: uregulowania przez kwalifikacje i rejestr, jawnej i niezależnej oceny eksperckiej z gradacją dowodów, świadomej zgody pacjenta oraz ciągłości opieki. To rozwiązania na wzór europejski — zamiast blankietowego zakazu opartego na hasłach.
Materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej, nie zastępuje konsultacji z lekarzem i nie zachęca do rezygnacji z diagnostyki ani z leczenia prowadzonego zgodnie z aktualną wiedzą medyczną.